1/17 Robert Silverberg – Skrzydła nocy

„Skrzydła nocy” Roberta Silverberga (Wydawnictwo MAG, 2017, Artefakty) to książka wymagająca szerszego omówienia. Wielowątkowość, szukanie powiązań intertekstualnych, nawiązań do mitu (archetypy i toposy) są niezwykłą nagrodą dla świadomego czytelnika. Spójrzmy prawdzie w oczy, czytanie „Skrzydeł nocy” wprost, jako jeszcze jednego utworu science fiction, nie ma sensu. W ten sposób przeoczymy to co w tej książce najważniejsze – wymiar mistyczny, czy metafizyczny.

Dlatego, na gorąco spisuję kilka moich subiektywnych spostrzeżeń.

Przede wszystkim, moim zdaniem, „Skrzydła nocy” to nie powieść a tryptyk. Motywem łączącym opowiadania tryptyku jest miłość. Miłość w całym bogactwie swoich znaczeń. Miłość do konkretnego człowieka, do ludzi i do Człowieka jako gatunku. Od miłości „ludzkiej” mającej ewidentnie erotyczny charakter, do miłości „metafizycznej” w sensie głoszonym przez Pawła z Tarsu!
A to nie jedyny wiodący motyw, jest jeszcze hybris, to przekleństwo rodzaju ludzkiego od zarania dziejów, pokazane tu na poziomie zarówno indywidualnego człowieka, jak i  Człowieka jako cywilizacji. Oczywiście ta nieunikniona kara za pychę człowieczą, będąca immanentną zasadą wpisaną w pojęcie hybris, często jest używana w twórczości literackiej, ale zwykle jako różne odmiany pomysłów Jana z Patmos. Robert Silverberg poszedł w innym, bardziej chyba adekwatnym kierunku, bo co może być bardziej dotkliwe dla osobnika pysznego ponad wszelką miarę, niż sprzedanie (zajęcie komornicze) go za długi? Mówimy o całym naszym gatunku…

Wreszcie motyw odkupienia, czy szeroko rozumianego zbawienia (nie koniecznie na poziomie religijnym). Tu moje skojarzenia idą, i to patrząc na cały tekst, w kierunku myśli gnostyckiej. Ta teza właśnie wymaga szczególnego wyjaśnienia. W każdym razie widać w tekście nawiązania do myśli i praktyki katarów. Gildia Odkupicieli przypomina Doskonałych, motyw wszechogarniającej miłości, istnienie nadjaźni. Nie zdziwię się, jeżeli moje tezy wydadzą się wielu osobom dziwne, ale to moja interpretacja…
Kończąc chciałbym jeszcze zwrócić uwagą na jeden powstały mniej więcej w tym samym czasie utwór. George R. R. Martin napisał wtedy swoje sztandarowe dzieło „Pieśń dla Lyanny”. Tam nawiązania do doktryny katarów są też widoczne, Zjednoczenie, Dopuszczeni. Wreszcie ta spowiedź aspirujących do Dopuszczenia to przecież consolamentum w lekko zmienionej formie…

Mam nadzieję, że odważę się napisać szerszą wersję tych, być może kontrowersyjnego dla niektórych, przemyśleń.

1 myśl w temacie “1/17 Robert Silverberg – Skrzydła nocy”

  1. Koniecznie napisz szerszą wersję. Tą krótszą czyta się bardzo obiecująco;) Jeśli chodzi o mnie, to po raz pierwszy przeczytałem Skrzydła właśnie dopiero w artefaktowym wydaniu parę miesięcy temu i była to dla mnie bardzo… odświeżająca lektura. Dawno już nie czytałem fantastyki z takim urokiem świadomie lekceważącej „przygodowe”, „rozrywkowe” konwencje, które inny autor z powodzeniem mógłby przy takiej samej (pozornie!) fabule zastosować. Zamiast „przygodowego” quest mamy więc tu kontemplacyjną filozoficzną „powieść drogi”. Oczywiście, jako SF, zwłaszcza twarda, Skrzydła wypadają dziś bardzo naiwnie. Ale ta „naiwność” dodaje tylko (moim zdaniem) opowieści uroku i kieruje uwagę czytelnika ku sprawom naprawdę istotnym.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.