1/19 Jana Maszczyszyna Czas Snu

Polecanie komuś swojej ulubionej lektury jest rzeczą ryzykowną. Jak kiedyś powiedział pewien zgryźliwy Irlandczyk „Nie rób bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie, najprawdopodobniej bowiem macie zupełnie różne gusty.” (George Bernard Shaw)

Czasami jednak opłaca się zaryzykować. Wyobraźcie sobie dwóch starszych panów spotykających się przypadkowo po blisko czterdziestu latach. W czasie chaotycznej rozmowy „o wszystkim” padło pytanie: „Słuchaj czy Ty jeszcze czytasz fantastykę? Ja często wracam do klasyki, na bieżąco czytam anglojęzyczną science fiction, o współczesnej polskiej nie mam zielonego pojęcia, wiesz, tak jakoś wyszło. Mógłbyś mi ewentualnie polecić coś polskiego autora?”
Nie wiem, może to iluminacja, może nagły przypływ geniuszu, ale zaproponowałem mu przeczytanie pewnego cyklu, który akurat czytałem po raz drugi. Odpowiedź, jaką po niedługim czasie dostałem w liście, była chyba największą nagrodą jakiej mogłem się spodziewać.
„Co prawda poleciłeś emigrantowi książkę emigranta, ale za to była to jedna ze wspanialszych moich przygód czytelniczych ostatnich lat.”

Nie pozostaje mi więc nic innego, niż zaproponować tę literacką przygodę wszystkim. Mowa o pewnej trylogii, której pierwsze wydanie ukazało się całkiem niedawno, bo raptem w latach 2015 -2017. Nie szukajcie po listach książek nagrodzonych, czy listach bestsellerów, bo tam jej nie znajdziecie. Bo Jan Maszczyszyn, a o jego „Trylogii Solarnej” (I wyd. Solaris/II wyd. Stalker) jest mowa, nigdy nie przebił się do świadomości polskich czytelników fantastyki. Z rożnych powodów. Co ja osobiście uważam za wielką stratę dla odbioru naszej science fiction, czy fantastyki jako całości.

Któż jeszcze pamięta drugi konkurs „Fantastyki” z 1987 roku? Jego opowiadanie „Ciernie” zdobyło wtedy drugie miejsce – za oryginalność autorskiej wizji. Zostawmy na boku rozważania, dlaczego nie pierwsze, ale zapamiętajmy ten zwrot – oryginalność autorskiej wizji. Warto poszukać „Cierni”, można je zupełnie legalnie zdobyć i przeczytać. „Ciernie” Jana Maszczyszyna nic się nie zestarzały i biją na głowę, formą, treścią, a nawet, zaryzykuję stwierdzenie, nowoczesnością, większość dzisiejszej produkcji science fiction!

Spójrzmy zatem jak wygląda ten Jego powrót po latach, nie licząc niezauważonego zbioru opowiadań „Testimonium”, czyli „Trylogię Solarną”.

„Trylogia Solarna” Jana Maszczyszyna powstała z miłości do literatury fantastycznej. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. W cyklu tym, na każdym kroku, można znaleźć odpowiedź na pytanie, które sobie pewnie niejeden czytelnik zadaje – dlaczego czytamy science fiction? Bo szukamy w tej literaturze przygody, mądrej rozrywki, intelektualnej zabawy i coś co warto sobie uświadomić, szukamy tam naszych własnych marzeń. Taką właśnie jest „Trylogia Solarna”! Nie dajcie sobie wmówić, że to lektura trudna czy dziwna! Wymaga od czytelnika tylko jednego, żeby do niej podejść tak jak jej autor – z miłością i pokorą.

Interpretacji „Trylogii Solarnej” można oczywiście znaleźć wiele, ale ja chciałbym zwrócić uwagę na jedno spojrzenie. Te powieści to żywy, literacki pokaz historii i ewolucji fantastyki. Głównie science fiction. Jan Maszczyszyn w swej narracji sięga oczywiście po steampunk, ale dla mnie to tylko pierwsza warstwa. Przy okazji, bardziej adekwatne wydaje mi się określenie używane przez niego dla kolejnych utworów – retrofikcje. Wiktoriański sztafaż, nieodłączny dla steampunku dominuje oczywiście na poziomie detali, surduty i fraki dżentelmenów, dziewiętnastowieczne suknie dam, sterowce, obyczaje… Nie w tym tkwi siła przekazu. To tęsknota do dzieł takich mistrzów jak Jules Gabriel Verne, czy Herbert George Wells. Wielość gatunków rozumnych zamieszkujących wszystkie(!) planety Układu Solarnego to przecież ukłon w stronę Edgara R. Burroughsa. Zaczynamy od europejskiego romansu naukowego, przez amerykańską literaturę pulpową, a dochodzimy …właśnie, dokąd?

Jan Maszczyszyn do swoich oryginalnych wizji, dokłada jeszcze specyficzny język, obsesyjny i gęsty. Jest w swoim pisarstwie bezkompromisowy. To drugi, obok Wiktora Żwikiewicza, taki autor fantastyki. Z równie śmiałą wizją literatury i niestety równie niedoceniony.

Wizja zawarta w „Trylogii Solarnej” na pierwszy rzut oka poraża. Ogrom światów i zdarzeń może przytłoczyć. Nie dajmy się zwieść pozorom, to przecież science fiction, tak science fiction! Autor swobodnie i płynnie przeskakuje między podgatunkami, znaleźć możemy nie tylko przywołany już steampunk, ale i pewne odwołania do new weird, rozmach starej, dobrej space opera, i wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi, hard science fiction, czy cyberpunk (oczywiście specyficzny dla tego świata).

Wizja Jana Maszczyszyna, jego kreacja świata przedstawionego, odwołuje się nie tylko do steampunkowego świata, gdzie Wszechświat wypełniony jest eterem, a prawa astrofizyki są do tego dostosowane. W miarę rozwoju akcji dochodzą odwołania do współczesnej kosmologii, do multiwersum, osobliwości i prawdę mówiąc, często miałem wrażenie, że autor twórczo rozwinął stare i nowe idee w jedną nadrzędną fizykę (i inne nauki) rządzącą jego światem.

To połowa prawdy. Jest w „Trylogii Solarnej” coś jeszcze, o jeden poziom wyżej. Odwołania do kultury australijskich Aborygenów. Jan Maszczyszyn do szeroko pojętej science fiction wprowadza mit, archetypy z nieznanej nam bliżej, w Europie, mitopoetyki, różniącej się od naszego pojmowania przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Zapoznajcie się, na ile to możliwe, z kulturą i mitologią Aborygenów. Stawiam tezę, że świat „Trylogii Solarnej” obcuje bezpośrednio z Czasem Snu, że Epoka Marzeń Sennych jest wyraźnie widoczna i dostępna dla niektórych bohaterów, że hrabianka Asperia to ucieleśnienie jednej z pierwszych istot, stwórców ich, a więc i naszego, świata.

Przeczytajcie ”Trylogię Solarną” Jana Maszczyszyna, nie tylko dlatego, że to znakomita literatura fantastyczna. Przeczytajcie, żeby udowodnić, także sobie, że kochacie fantastykę w każdym jej przejawie!

I ostrzegam, a nie wątpię, że tego doświadczycie, tej opowieści nie da się bezkarnie czytać! Tak naprawdę ją się przeżywa, a może śni, każda czytelniczka i każdy czytelnik w swojej własnej Krainie Marzeń Sennych.


„Ciernie” i kilka innych opowiadań Jana Maszczyszyna można znaleźć tutaj : http://www.bazaebokow.robertjszmidt.pl/taxonomy/term/117
Gorąco polecam!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.